Ambasador marki Fale Loki Koki

Kiedy rozmawialiśmy ostatnio wspominał Pan o planach związanych z otwarciem salonu w Warszawie. Od ponad dwóch lat taki salon działa. Proszę powiedzieć, czy jest właśnie taki, jak go Pan sobie wymarzył?

Maciej Maniewski: Pamiętam naszą rozmowę, kiedy pomysły się rodziły. Dzisiaj, kiedy spotykamy się ponownie, to już czas na pierwsze podsumowania. Salon rozwija się wspaniale. Vitkac na Al. Jerozolimskich był też wymarzoną lokalizacją i pozwala nam rozwijać talenty innych. Team Maniewski jest coraz bardziej zdyscyplinowany, określony. Mam z kim pracować i jestem z tego dumny. W Warszawie działa również nasza Akademia, więc znów pokazujemy, że najważniejsza jest dla nas edukacja.

Mówił Pan też o tym, że chciałby pracować przy produkcjach telewizyjnych, sesjach dla liczących się magazynów czy pokazach. To marzenie też udało się zrealizować?

M.M.: Oczywiście! Mam wrażenie, że jestem albo po zdjęciach, albo tuż przed nimi i tak w kółko. Mamy za sobą już pięć edycji programu “Sablewskiej sposób na modę”. Przed nami kolejny, 6. sezon współpracy. To program, w którym mogę maksymalnie wykazać się fryzjersko. Robię to, co najbardziej lubię, skupiam się na metamorfozach, zmianach wizerunku. Co istotne, projekt ten polega nie tylko na doborze fryzury, odpowiednim strzyżeniu i koloryzacji, ale również koncentruje się na czymś, co było dla mnie ważne od zawsze – na pomocy innym ludziom. Cały czas w mojej działalności ważna jest również moda. Uczestniczymy w sesjach zdjęciowych. To współpraca z różnymi markami modowymi oraz projektantami. Innymi słowy – borykam się z tym, że doba ma 24 godziny, a tydzień tylko 7 dni. Przymierzamy się też do większej produkcji telewizyjnej programu, jakiego na polskim rynku jeszcze nie było, a głównymi zainteresowanymi są właśnie fryzjerzy.

Prowadzi Pan Akademię, która cieszy się uznaniem w branży. Co wyjątkowego mogą Państwo zaoferować osobom, które właśnie z Wami postanowią rozwijać się zawodowo?

M.M.: Ludzie zgłaszają się do nas, mając w głowie sukces, który udało się osiągnąć marce Maniewski. Ale My równie chętnie opowiadamy o trudzie, z którym wiąże się ten cel. Ja sam uczyłem się na własnych błędach i chciałbym, aby inni ich nie popełniali. Dzielę się wiedzą i wieloletnim doświadczeniem z fachowcami w całej Polsce. Pokazuję, jak osiągnąć zawodową satysfakcję i czuć się pewnie – niezależnie od tego, czy pracuje się na swój własny rachunek, czy działa się w ramach danego salonu. Pracuję od 22 lat, a od 17 lat szkolę fryzjerów. Akademia Maniewski skończyła 7 lat. Z sentymentem wspominam, że była jedną z pierwszych w Polsce. Sam pracowałem z wieloma mistrzami w kraju, których podglądałem i obserwowałem, m.in. z Małgorzatą Babicz. Kiedy mam o tym mówić, przychodzi mi do głowy długa historia. Zaczynaliśmy bowiem w Krakowie, po czym otworzyliśmy Akademię w Warszawie (Vitkac), a najmłodsze nasze dziecko to katowicka Akademia. Ale cały czas podkreślam, że nie miejsca są istotne, ale ludzie. Akademia to w tej chwili sztab profesjonalistów, którzy rozwijają i przekazują innym techniki strzyżeń, stylizacji włosów, a także zajmują się koloryzacjami. Sami nieustannie szkolą się u światowych mistrzów fryzjerstwa. Dzięki temu jakość naszych usług jest na najwyższym poziomie.

Szkoleniami zajmuje się Pan od wielu lat. Jak ocenia Pan obecny poziom edukacji fryzjerskiej w naszym kraju?

M.M.: Zdecydowanie zmniejszyła się przepaść między np. Polską, a Wielką Brytanią. Jak grzyby po deszczu rosną nowe szkoły. Realizowane są także niesamowite wydarzenia branżowe, jak chociażby Diamond Show, na którym sam miałem przyjemność wystąpić. Dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy, jeśli chodzi o edukację, jest właśnie doświadczenie i przygotowanie pedagogiczne. Przed nauką stoją nowe wyzwania. Powinna dawać podstawy merytoryczne, być dobrym treningiem, a trochę nawet przypominać coaching. Czasem ktoś ma umiejętności, ale trzeba je z niego wydobyć, uświadomić, jak wiele potrafi osiągnąć i że warto wykorzystać to w codziennej pracy. Do tematu szkolnictwa, pokazywania fryzjerom umiejętności podchodzę w bardzo poważny sposób. Sam przemierzyłem większość akademii na świecie, m.in. Toni&Guy, Vidal Sassoon i Allilon. Jeśli chcemy połknąć pigułkę wiedzy, ważna jest koncentracja, skupienie się na celu. Ja, jako człowiek, który ma za sobą wiele różnych szkoleń, sam wiem, że z niektórych niewiele wyniosłem. To daje mi dodatkową wiedzę na temat tego, w co warto inwestować czas, a co można pominąć. W edukacji najważniejsza jest dla mnie funkcjonalność – fryzjerzy muszą w 100% wykorzystywać rady, czuć się pewnymi siebie i własnej pracy. Przecież to oni często muszą kierować zespołem we własnych salonach lub też być najważniejszymi fachowcami w oczach własnych klientów.

Formą edukacji i doskonałym źródłem inspiracji jest też udział w ważnych spotkaniach branżowych. Pan od lat bywa na targach w Londynie. Proszę powiedzieć, jakie tegoroczne pokazy czy seminaria dostarczyły Panu najwięcej twórczej energii do pracy.

M.M.: Moje pierwsze wyjazdy zaczęły się, kiedy podjąłem pracę instruktora. Wielka sztuka i cele charytatywne – to świetne połączenie w ramach Alternative Hair Show. Z punktu widzenia fryzjera to ciekawy zastrzyk inspiracji, jeśli chodzi o kreacje. Choć z każdym rokiem utwierdzam się w przekonaniu, że równie ważna, co wielki wybieg, jest ulica. W Londynie można zobaczyć na niej ludzi-kolorowe ptaki, piękne fryzury, świetne strzyżenia, nie wspominając już o modzie i jej awangardowym obliczu. Najważniejszą techniczną rzeczą są seminaria, w których uczestniczę. W tym roku była to prawdziwa gonitwa, walka z czasem, aby zdążyć na każde seminarium. A wybrałem ich wiele, zaczynając od najbardziej precyzyjnej i klasycznej Akademii Sassoon, której założycielem był mój guru fryzjerstwa Vidal Sassoon (z łezką w oku wspominam jego 80. urodziny, na których miałem okazję być). Kolejna ciekawostka to Toni&Guy, czyli inspiracja minionymi latami 90. i kolorową ulicą. Pamiętam, że przed samym wylotem do Londynu wstrzymałem prace nad kolekcją. Chciałem, aby stolica Wielkiej Brytanii kolejny raz podkreśliła, upewniła nas, jakie są tendencje na świecie. Chcę przesyłać polskim fryzjerom rzetelne, a nie wyssane z palca informacje.

Właśnie został Pan ambasadorem marki Fale Loki Koki. Proszę powiedzieć, jak do tego doszło i co skłoniło Pana do współpracy.

M.M.: Po wieloletniej współpracy (bo to już ponad 17 lat) z firmą Polwell i człowiekiem, którego darzę szczególną sympatią i któremu zawdzięczam najwięcej, czyli Waldemarem Koteckim, a także współpracy jako instruktor kiedyś z firmą KADUS, a ostatnio z firmą KEMON, postanowiłem pracować jako freelancer. Długo się do tego przygotowywałem. Swoją pracę jako instruktor postanowiłem zakończyć przy okazji jednego z większych profesjonalnych show w Polsce (Fale Loki Koki Diamond Show). Było to dla mnie trudne i bardzo emocjonalne przeżycie – pożegnanie się z tak dużą grupą fryzjerów w Polsce, kolegów i przyjaciół. Przez te wszystkie lata stałem na setkach scen i uczestniczyłem w tysiącach szkoleń. Okazuje się jednak, że nie przerwałem tej współpracy do końca – zaproponowano mi bowiem, abym został ambasadorem marki Fale Loki Koki, która z wielkim sukcesem funkcjonuje w Polsce i ciągle się rozwija. Przez to moja przerwa zbyt długo nie trwała… Teraz czas na nowe wyzwania.

Czy zdradzi Pan, jakie ciekawe projekty wiążą się ze współpracą z marką Fale Loki Koki?

M.M.: Myślę o tym, aby w jak najlepszy sposób prezentować fryzjerom w Polsce najnowsze trendy we fryzjerstwie podczas pokazów look&learn różnych marek profesjonalnych, które ma pod swoim dachem marka Fale Loki Koki. Jako ambasador mam zamiar być oczami na świat dla młodych fryzjerów rozpoczynających swoją przygodę z tym zawodem. Już niedługo przede mną dalekie podróże fryzjerskie, m.in. do Los Angeles. Planujemy trasę z pokazem nowej kolekcji, wspólne rzeczy wizualne – np. sesje zdjęciowe – dla koleżanek i kolegów z branży. Będę chciał również testować i przybliżać produkty
z gamy Fale Loki Koki. O pomoc poproszę zaprzyjaźnione gwiazdy oraz blogerów. Pomyślałem, że dla osób zainteresowanych nowościami ważna będzie również ich opinia. Na tych samych produktach planuję bazować przy tworzonej kolekcji. Planujemy też zrealizować specjalne wideo. Prace już trwają, więc niebawem zaprezentujemy pierwsze efekty. Czeka nas także kilka wspólnych i ciekawych działań zaangażowanych społecznie.

Marka Fale Loki Koki podkreśla, że jej misją jest nie tylko dbanie o piękno, ale też o zdrowie kobiet i od lat wspiera programy związane z profilaktyką raka piersi. Panu również te zagadnienia są bliskie – salony Maniewski są partnerami akcji Daj Włos.

M.M.: Fundacja Rak’n’Roll Wygraj Życie to nasi przyjaciele. Współpraca z nimi obejmuje nie tylko akcję „Daj Włos”, ale również cykl warsztatów dla podopiecznych. Pierwsze z nich odbyły się już w Warszawie, przed nami podobne akcje w moich salonach w Katowicach i Krakowie. Inicjatywę „Daj Włos” reklamowały już gwiazdy, ale ja postanowiłem apelować do fryzjerów, aby to po ich stronie leżała inicjatywa, by również pomagali, rozmawiając o tym ze swoimi klientkami. Dla mnie akcja „Daj Włos” i pięcioletnia współpraca z Rak’n’Rollem to miliony ściętych włosów i setki zadowolonych Pań, które skracają je ze łzami w oczach – ale to nie są łzy smutku, tylko szczęścia. Latem zostałem również odznaczony godłem Organizacji Społecznie Zaangażowanych, więc to dopiero początek mojej drogi. Marka Fale Loki Koki również działa w projektach zaangażowanych społecznie, chociażby wspiera Federację Stowarzyszeń AMAZONKI, dlatego jest nam wspólnie po drodze. Mam nadzieję, że jako ambasador marki Fale Loki Koki będę mógł uczestniczyć w większej ilości tego typu akcji. W końcu zdrowie kobiet jest najważniejsze.

Czy zawodowo czuję się Pan już spełniony, czy ciągle przed Panem nowe cele do zrealizowania?

M.M.: Moja niesamowita przygoda z fryzjerstwem trwa już 20 lat. Nie przypuszczałem w najśmielszych marzeniach, że ten zawód da mi tak wiele możliwości. Najbardziej dumny jestem z tego, że mogę pracować i udało mi się stworzyć tak kreatywny team. To ponad 30 osób, z którymi współpracuję w Katowicach, Warszawie i Krakowie. Salony są prawie moim domem – spędzam tam większość mojego życia. Zaprojektowałem je też w taki sposób, by były przestrzenne, designerskie, by praca w nich odbywała się w komfortowych warunkach. Nie przypuszczałem, że zawód fryzjera jako rzemieślnika może być tak produktywny. Razem z Maniewski Team współpracuję z wieloma gwiazdami. Osobiście przyjaźnię się z kilkoma. Kiedyś mogłem podziwiać je na wielkim ekranie i w kolorowych magazynach, a dziś dbam o ich wizerunek. Naszym częstym gościem jest Edyta Olszówka czy Sonia Bohosiewicz. Do kolejnych ról przygotowywałem Julię Kijowską, byłem również odpowiedzialny za skrócenie włosów Magdaleny Cieleckiej. Do naszych salonów wpadają m.in. Grzegorz Hyży, Magda Steczkowska, Olivier Janiak i Ada Fijał. Fryzjerstwo dla mnie to praca 24 godziny na dobę. Weekendy to czas, który poświęcam fryzjerom w Polsce na szkolenia i specjalne pokazy. W 2016 roku czekają mnie również nowe obowiązki związane z byciem ambasadorem marki Fale Loki Koki. Nie mogę się już doczekać. Pewnie spotkamy się na imprezach branżowych, szkoleniach fryzjerskich, na które już teraz serdecznie Was zapraszam. Mam nadzieję, że obecni i przyszli klienci marki Fale Loki Koki mogą trzymać za mnie kciuki. Będę chciał wprowadzić wiele nowych rozwiązań nowoczesnego fryzjerstwa.


fot. Fale Loki Koki Diamond Show, 2015

Wywiad oryginalnie ukazał się w magazynie Fale Loki Koki nr 4 (70) / 2015

Podobne wpisy